120 km przez 5 godzin. Do Brzeźna, Sopotu i Gdyni.
Byłem ledwo żywy. Ale czułem, że może znowu powrócę do mojego hobby, czyli rowerów.
Jak większość wie dostałem Romana, zwanego różnie. On jak też większość wie miał swoje schizy. Najpierw zawiesiły się popychacze zaworów, potem się zatarł raz, drugi, piąty... Tam coś, tu coś.. Ale w międzyczasie dalej śmigałem na rowerze. I w maju pękła mi opona. I Romet tak stał aż do sierpnia. A ja... Postanowiłem, że pojadę gdzieś. Z kolegami. Krótki wyjazd. Do TCZEWA. Wyjazd o 7.30 powrót o 22.00. 110 km. Jechało nas 4. Jeden chłopak umierał, ale go nie zostawlismy. Auto przyjechało po niego do Gdańska. Więc my ratując honor wyjazdu wróciliśmy do Leźna. : )
Potem pojechaliśmy do Gdyni. Wyjazd popołudniu. Powrót wieczorem. Tam już szykowaliśmy plan na kolejny dzień. Ja przygotowany do wyjazdu czekałem na Dawida - mojego wiernego kompana. Powiem Wam, że rower to tani i dość szybki środek. Można nabrać kondycji.
Potem jechaliśmy do Sobieszewa (Wyspa Sobieszewska). 100 km. Dowiedziałem się, że jest organizowany wyjazd do Czestochowy. To już wiedziałem w czerwcu. Rower przeszedł remont wcześniej. Wpakowałem 400 zł (nowe widełki, siodło, opona, centrowanie kół, nowe łożyska. Potem kupiłem łańcuch, licznik, bidon i uchwyt. 21.07 wyjechałem do Częstochowy na wyjazd życia. Tam przez 6 dni nabiłem 592 km. Od tamtej chwili wiedziałem, że rower chcę udoskonalić i chcę nim jechać. Obojętnie gdzie.. Byle daleko.
Więc po przyjeździe i odpoczynku kilka dni później pojechałem na HEL. 200 km i mieliśmy do wydania około 15 zł na głowę. To był plan.. Wydaliśmy koło 45-50 zł i 230 km. Wyjazd o 4.00 rano i powrót około 22.00.
Sakwa, plecak, koszulki. Jechaliśmy 7 godzin na Hel, by przez 1,5 godziny tam posiedzieć i wrócić przez 7 godzin.
Po drodzę miałem awarię koła. Była podkładka między kołem a ramą. I ona powodowała, że koło się przesuwało. Więc miedzy HELEM a LEŹNEM łańcuch naciągałem z 15 razy. : O
Potem były jakieś tam pierdółkowate wyjazdy, nad morze, nad jezioro, do koleżanki, do kumpla.. i tak wyszło... 4000 km przez niecały rok.
Od marca do września.
Wyciągnąłem jeden wniosek. Rower jest cudowną sprawą i genialną alternatywą. Szkoda paliwa. Wsiadam na rower, nie martwie się o paliwo. Tylko siadam i jadę. Przed siebie.
Za rok chce jechać dookoła Polski. Szukam ludzi i sponsora. Motor.. jak to motor. Mam w sercu. Ale rower jest to nie tylko hobby. Lepsza kondycja, zdrowie. Satysfakcja.
Wiec jeśli komuś nawali motor to warto wsiąść na rower. : )



.
wybierając się w takie trasy na rowerze co masz na celu? zwiedzanie? aktywna forma wypoczynku? kondycja?
[/URL]
Sam codziennie rowerem po 5 km wale (wiem, bardzo mało, ale zawsze coś) czy do szkoły, a moto od czasu do czasu, jak pogoda i chęci 




I do tego lampkę tylną przyklejoną na zieloną taśmę izolacyjną, bo uchwyt jest połamany.
Jak musisz coś odkręcić, dokręcić, wymienić... : )