Od dłuższego czasu planowaliśmy jakieś spotkanie, bodaj od poprzednich wakacji
Ale jak zwykle NIE MOGŁEM, głównie (nie kłamiąc) przez moich rodziców ("a daj spokój", "nie pojedziesz", "za daleko", "niebezpiecznie" itp.). I tak było w tym roku, tzn. planowaliśmy coś przez gadu, ale bałem się spytać rodziców. Wreszcie w czwartek znów się zgadaliśmy i uznaliśmy, że kiedyś trzeba wreszcie, bo zastanie nas śmierć.
Pasowałoby oczywiście niedzielne popołudnie (tj. dziś
), ale zważywszy na to, iż po weselu (ja) to w razie nieprzewidzianych zdarzeń tata by po mnie nie przyjechał. Został więc sobotni ranek;) Spytałem więc rodziców czy mogę, tata powiedział: ja się zgadzam, ale przekonaj matkę xd No z nią było więcej 'problemów', ale po długich rozmowach udało się ją namówić
Tak więc w sobotę (14.07) punkt 9:00 wyruszyliśmy każdy od siebie do Kocka, na pl. Jabłonowskiej. Ja miałem do pokonania ~30km, Damian ~40. Ale w domu byliśmy o tych samych porach
Moja średnia prędkość to 60km/h, Damiana - coś koło 80
Porozmawialiśmy, zjedliśmy 'Deser Firmowy', 2 godzinki zleciały i musieliśmy wracać.
Gdy przyszliśmy do motorków, okazało się, że Damianowi ktoś wyrwał kierunkowskaz z zaczepu
, na szczęście kable zostały w środku. Jako, że nie dało się tego przyczepić 'ręcznie', pomocna okazała się KROPELKA
Poniżej fotki







mam to samo...


[/URL]
