Po ostatniej glebie motor mi zgasł. Żeby go odpalić musiałem "trochę" pokręcić, ale w końcu udało mi się dojechać do domu.
Zgasiłem go i stał tak kilka dni aż nie zacząłem go naprawiać...
Najpierw lekko złapał (na sekundę, może dwie) i strzelił z tłumika. Dalej kręciłem i w ogóle nie odpalał, tylko strzelał coraz mocniej.
Ostatni raz ledwo nacisnąłem rozrusznik i strzelił ogniem tak mocno, że wywaliło uszczelkę kolanko/tłumik, a z końcówki wyszedł gęsty dym
Potem zostawiłem go na parę godzin i próbowałem znowu, ale w ogóle nie ruszył.
Macie jakieś pomysły co mogło się stać?
Fabryczna 50, przebieg blisko 5000km. Mógł się tak szybko "skończyć"?
Gaźnik ustawiony idealnie, z resztą wcześniej na tym ustawieniu jeździł normalnie.
Mam nadzieję, że to nie głowica. Z drugiej strony dawno chciałem wsadzić tam 70ccm







rozbierz gaznik mógł sie pływak zawiesić 



![:] :]](https://forum.moto-4t.pl/images/smilies/kwadr.gif)

