Postautor: wajs » ndz 28 lip, 2013
Żeby temat tak niedokończony nie wisiał, napiszę co z tego wyszło.
Po dalszych konsultacjach z adrol-em wyszło,
że jeśli ktoś daje tą tulejkę z grzybkiem (na rys. 2) powinno być tak:
cylinder -> uszczelka mls -> tulejka z grzybkiem (tulejka przechodzi przez uszczelkę MLS, ale grzybek tulejki jest na wierzchu uszczelki MLS, będzie przylegał bezpośrednio do głowicy).
O-ring'a olejowego (na rys. 1) wcale nie dawać.
Później adrol przyznał, że w praktyce o-ring'a (na rys. 1) i tulejki z grzybkiem (na rys. 2) przy uszczelce MLS nie zakłada i wszystko działa jak należy.
U mnie z tą uszczelką MLS, to w ogóle zaczęły dziać się szopki (z mojej winy i braku doświadczenia), zakładałem bez o-ring'a (na rys. 1) i tulejki z grzybkiem (na rys. 2)
Jak ją założyłem pierwszy raz, to nie miałem nowej uszczelki pod cylinder, więc posmarowałem tam tylko sylikonem, złożyłem, i tłok pięknie napieprzał o głowicę, delikatnie, ale napieprzał. Wyjazd do sklepu po nową uszczelkę pod cylinder.
Rozkręcanie, skręcanie na nowych uszczelkach, wszystko git, jazda do pracy 25 km,
zerkam pod spód, kapie olej, po ostygnięciu silnika, delikatne dokręcanie na szpilkach. Powrót do domu, zerkam pod spód, dalej wisi kropelka oleju, no to po ostygnięciu silnika dalsze delikatne dokręcanie głowicy i... j*b, prawa dolna nakrętka (patrząc od przodu do tyłu) przekręciła się, odkręcam nakrętkę, gwint na szpilce poszedł. Myślałem, że ch** mnie strzeli na miejscu. Ale nic bywa, wyjazd do sklepu po nowe szpilki.
Rozkręcanie, skręcanie na nowych uszczelkach, szpilkach, próbne odpalenie, wszystko cacy, jazda do pracy 25 km, zerkam pod spód, jest lepiej tylko delikatnie się poci, powycierałem szmatką, nic więcej nie ruszam, powrót do domu, zerkam, nadal się poci, nie no, trzeba lekko dokręcić, kręcę... j*b, wyrwało szpilkę z karteru. Szał, biała gorączka, bluzgi, skakanie, turlanie się, wszystko jednocześnie. Na koniec kop w ogara i pójście spać.
Jak leżałem w łóżku, trochę ochłonąłem, snułem plany co z tym teraz zrobić, nowy karter, gwintować, czy... i tak obudziłem się dziś.
7:00 Google, jak opanować sztukę gwintowania w 5 minut? Są wyniki, już wszystko wiem.
7:15 Telefony do znajomych.
8:00 Mam, gwintownik 8, wiertło 6,8, wiertło 8,2, pręt gwintowany 8 1 metr, klej dwuskładnikowy do gwintów (już ku*** się nie wyrwiesz).
9:00 Rozpoczęcie prac.
...
pomalutku, planeta grzeje, daje wycisk.
...
14:00 Zakończenie prac.
Próbne odpalenie, próbna przejażdżka, nic nie kapie, nic się nie poci.
Wyjazd do pracy (nocka) 25 km, zerkam pod spód, dalej nic nie kapie, nic się nie poci, uff.
Mam nadzieje, że już tak zostanie i nie będę musiał już tego przez dłuuuuuugi czas dotykać.
Sorki, że tak się rozpisałem z tym smuceniem, ale właśnie siedzę na tej nocce i się troszkę nudzę.