Chciałem dziś zaprezentować Wam moją Hondę CBR 125.
No to od razu życzę miłej lektury, gdyż ja nie umiem wszystkiego szybko i zwięźle ująć. Mimo to postaram się tak krótko jak tylko potrafię.
Hondę tą zakupiłem 23, albo 24 lipca 2011, teraz nie pamiętam dokładnie.
Było to prawie 2 lata temu, więc cena 4900zł była dosyć atrakcyjna (dopiero niedawno CBRki tak potaniały), zwłaszcza, że zarejestrowana na motorower. Szukałem właśnie takiej, bo wówczas miałem niecałe 14 lat.
Wcześniej jeździłem łosiem, a brat Suzuki RG 80. Postanowiliśmy sprzedać obydwa "złomy" i kupić coś lepszego. Brat sprzedał RG, a ja pożyczyłem od taty 2400zł na CBR, a kasę miałem oddać mu po sprzedaży łosia, którego niestety mi ukradli (zresztą o tym to chyba już wiecie).
No więc pojechaliśmy z bratem i tatą obejrzeć, spodobała się, zapłaciliśmy, spisaliśmy umowę i wróciliśmy na kołach do domu (około 150km).
Wyglądała ona wtedy tak:
Przebiegu miała 27 tysięcy km. Do jesieni 2011 jeździliśmy na spółkę, robiąc kolosalny przebieg (dwóch młodych napaleńców). Od lipca do października nabiliśmy 17 tyś. km, jedyne co to lać paliwo i wymieniać olej od czasu do czasu.
Potem nadszedł czas na zimowanie, więc nie ma co opisywać.
W lutym 2012 odpaliliśmy ją po kilku miesiącach stania, musieliśmy biec chyba z 900m i próbować "na pych", ale wreszcie zaskoczyła. Można rzec, że zaczęliśmy wtedy sezon 2012.
Jeździliśmy tak do kwietnia-maja, nie pamiętam dokładnie, po czym oddaliśmy CBR do mechanika na ogólny serwis. Wtedy się za bardzo nie znałem, a moto dzieliłem z bratem i bałem się coś samemu robić, żeby nie zepsuć nic. Do wymiany był króciec, łańcuszek rozrządu wraz z napinaczem i czyszczenie/regulacja gaźnika.
Teraz uwaga, facet trzymał ją chyba z półtora miesiąca, wziął 450zł, za części dał max 200zł, gaźnik ustawił tak, że chodziła gorzej niż przedtem, zawory zaczęły stukać po 1000km od serwisu i w ogóle wszystko musiałem po nim poprawiać, tym razem zdecydowałem się zrobić to sam. No więc po moich poprawkach po "polecanym mechaniku"
Honda zaczęła chodzić jak marzenie.
Nabiliśmy z 15 tyś. km, po czym zaczęły się problemy z plastikami. Przebiegu było prawie 60 tyś. km, zaczepy się pourywały i jak się potem okazało Honda była klejona już wcześniej (tzn. plastiki).
Zakupiłem nową czachę, która rozpadła się nie niedługim czasie. Byłem na tyle zdesperowany, ze wywaliłem wszystkie plastiki i jeździłem z samą lampą przyczepioną na opaskach zaciskowych.
Nie trwało to długo, bo od dawna chodził mi po głowie naked. Zostało tylko przekonać brata i wziąć się do roboty. Była już jesień 2012, wiec perspektywa długiej zimy do robienia przeróbek.
Pierwsze co zrobiłem to kupno nowej lampy i zegarów. Wyglądała wtedy tak.
Potem nastała zima, przestałem jeździć i zacząłem przeglądać różne oferty.
Wyhaczyłem tanio kierownicę z riserami. No więc kupiłem.
Po założeniu do moto
Teraz trochę zdjęć po poskładaniu kierownicy do końca.
Potem był zastój mały aż do tego weekendu, w którym to:
Wczoraj wziąłem się za rzeczy techniczne. Ustawiłem luzy zaworowe (uwierzcie, to nie jest takie łatwe jak w łosiu, może same ustawianie takie samo, ale żeby się tam dobrać to trzeba zbałamucić 30 minut), wymieniłem filtr powietrza, poskręcałem wszystko ze sobą (filtr, gaźnik i krócieć), potem założyłem chłodnicę, wymieniłem w niej płyn i odpowietrzyłem przedni hamulec.
Dzisiaj kombinowałem, aż wykombinowałem mocowanie do kierunków.
Jest ono dość nietypowe, ale mi się podoba. Kierunki nie sterczą, a zarazem są widoczne. Przykręciłem je do mocowań owiewek
Po zrobieniu zdjęcia jeszcze kable i lampę ogarnąłem. Teraz już nic brzydko nie sterczy.
Nie jest jeszcze idealnie i zostało trochę do zrobienia, jednak ja nie mogę doczekać się skończenia projektu i zaczęcia sezonu






[/URL]


