Ja zacząłem dosyć wcześnie. Od zawsze obcowałem z autami, tata spędzał przy nich dużo czasu. Podobno (mam tylko przebłyski z tamtego okresu) w wieku 4 lat potrafiłem podać markę i model prawie każdego napotkanego samochodu. Fakt że na wsi niewiele ich jeździło, ale coś w tym musiało być

Później była przeprowadzka, tata zajmował się naprawą ciągników. W okolicach zerówki, pierwszej klasy rozkręcałem silniki i skrzynie biegów które walały się w warsztacie m.in z Wartburga, Tarpana i Robura. Części były przeznaczone na złom, więc mogłem do woli trenować bez żadnych konsekwencji. Dało mi to ogólny wgląd we wnętrze silnika, później owocowało przy ciągnikach. Tam mogłem co najwyżej popatrzeć. Tata niestety przestał zajmować się naprawami, ja kończyłem bodajże 2 kl podstawówki i dostałem Motorynkę. Więcej pchałem niż jeździłem ale dawała mnóstwo frajdy, mam ją do dziś.

Mając 12 lat kupiłem za pieniądze od babci Rometa Charta, 2 lata remontowałem, kilka razy się przejechałem i dostałem chińczyka... To tak w sporym uproszczeniu, bo w międzyczasie od Charta, do chwili obecnej nazbierałem ok 20 zabytków w różnym stanie i w wolnych chwilach je naprawiam.