Witam wszystkich forumowiczów. Zakładam nowy temat ponieważ mam dla was następną zagadkę. Jechałem wczoraj na 2 (sprzęgło miałem zaciągnięte i hamowałem) z góry około 55 km/h. Nagle mnie coś szarpnęło, taki hałas dochodzący ze skrzyni (wiecie o co chodzi). Zatrzymałem się, ponownie na sprzęgle na 1 wbiłem aby ruszyć, zgasł. Dotoczyłem się do domu na 1, jakieś 2 km. Nie chciałem bardzo na chama wbijać biegów. Myślałem że rozpięła się ta regulacja pod czarnym plastikiem (tam gdzie stacyjka). Regulacja na śrubach. Gdy dojechałem do domu szybko go rozkręciłem, koledzy czekali i chciałem jeszcze pojeździć bo ładna pogoda

Jednak było gorzej niż myślałem. ŻADNA regulacja sprzęgła nie pomogła. Regulowałem na śrubach, pod chromowanym dekielkiem i jeszcze koło sprzęgła. Na 1000 sposobów próbowałem, dalej nic, jakby w ogóle sprzęgła nie było

Nie chce odpalić bo rwie jak głupi do przodu, na luz też nie da rady wrzucić. Cały mechanizm sprzęgła działa prawidłowo ( wiem bo zakładałem kiedyś nową linkę sprzęgła i wiem jak wszystko wygląda). Wszystkie sprężynki, bolec, zabezpieczenia koło dekielka spełniają wzorowo swoją rolę. Czy to jakaś większa usterka? Powiedzcie mi co to może być? Oczywiście wszyscy dostaną pomógł za sensowną odpowiedź. Pozdrawiam