Ja i dwóch kolegów na rs'kach 50 cieliśmy przez Łódź. Ładna droga bez dziur, cały czas 2 albo 3 pasy były. Był łagodny zakręt na którym były kamienie nie wiadomo skąd. Koledze na rs podbiło przednie koło i gdzieś przy 60km/h wyłożył się na prawy bok, a później apkę przekręciło na lewy. Kiera lekko skrzywiona, bak i plastiki przetarte, przedni prawy kierunek odpadł. Kurtka aplinastars za 600zł całe ramie podarte, buty motocyklowe i spodnie też. Wezwaliśmy policję żeby uprzątnęli drogę i żeby pomogli dostać jakieś odszkodowanie. Przyjechali dopiero po 30min na sygnale. Przypomniało mi się, że jeździłem dzień wcześniej Jawką i w tamtych dokumentach zostawiłem kartę

Chcę powoli odjeżdżać, a on mnie woła do radiowozu z dokumentami. Mówię, że mam kartę w domu. Policjant mówi do drugiego, że będziemy jechać na komendę bo jest brak karty i że odbiorą mnie rodzice, a moto na lawete. Powiedziałem jeszcze raz, że mam w domu i czy mogę pójść. Powiedział, że mam 5 min i dowód zabiera. Kolega od drugiej rs'ki pojechał ze mną do domu. Przez centrum miasta, korki 12km w jedną stronę i pełno skrzyżowań ze światłami. Nie ma bata w 5 min

Dojechaliśmy, kolegę co się wyłożył długo trzymali i zdążyłem dowieść. Spisali nas. Grozili mi sądem, że jeżdżę bez karty

Kazali nam odejść i czekać przy swoich motorowerach. Poszkodowanego jeszcze długo trzymali. Wychodzi z mandatem 100zł za stworzenie zagrożenia ruchu na drodze

Mieli dać mu więcej więcej, ale utargował na tą stówę. Pały jeszcze chcieli mu zabrać dowód i na lawetę wziąć, bo uważali, że po szlifie pojazd się nie nadaje, ale ich uprosił. Drogi nie uprzątnęli i pojechali dalej.