A to już kij z tym..

Ja tam muszę to zrobić i tyle.
[ Dodano: |16 Lip 2011|, o 12:37 ]04.06.11 moim niezastąpionym pod każdym (no może prawie) względem wybrałem się do Ostrzyc, Szymbarku, Wieżycy itp... Czyli Szwajcaria Kaszubska. Około 9 o`clock wyjechałem z mojej fortecy na stacje benzynową. Tam zatankowałem za 15 zł dziewięćdziesiątki piątki. Potem pojechałem przez Żukowo na Kartuzy powiatową 211. Oczywiście w Żukowie korki. Jechałem, jechałem przez Borkowo, Borowo, Dzierżążno do Kartuz. Między tymi ostatnimi dwoma miejscowościami zrobiłem krótką przerwę dla odpoczynku silnika, który miał jeszcze zrobić koło 80 km. W końcu dobiłem do Kartuz, z których wjechałem w powiatową 228 (?). Przez Ręboszewo dojechałem na Złotą Górę. Tam 10 min. przerwy. Porobiłem foty na Jezioro Brodno Wielkie i ruszyłem na Ostrzyce. Dziurawa droga ale kręta, ma wiele fajnych winkli, na których można się poskładać W końcu dobiłem. Rozłożyłem karimatę, wyjąłem poezje Leśmiana i czytałem. No i się opalałem. Robiło się nudno więc pojechałem do Szymbarku. Góra ok. 10-12 %. Tam jechałem koło "Kotwicy" (dyskoteka) i jechałem pod CEPR (Centrum Edukacji i Promocji Regionu). Tam jest najdłuższa deska świata, dom do góry nogami itd.. Tam miałem jedną z najgorszych przygód w moim życiu. Szła grupka ludzi pewno około 100 osób. Szli grupkami około 10 m. od siebie. Wyprzedzam tą grupę i zza winkla wyskakuje mi auto. Schowałem się między tą grupę. Mało brakowało a bym potrącił człowieka i rozwalił bym machinę. Uch... ale się udało. Wtedy pojechałem znowu na tą wielką górę. Tam wbiłem neutral i się toczyłem. Miałem koło 60 km/h.

Hamulce ma jak brzytwa. Na dole skręciłem w prawo na Wieżycę. Tam się znajduje najwyższy szczyt Kaszub - 329 m.n.p.m. Tam już jechałem w kierunku DK 20. Po drodze był piękny winkiel 180 st. Złożyłem się i nie zahaczyłem stópką centralną, którą wczoraj zdemontowałem. Wtedy skręciłem na Gdynie (DK 20) i jechałem i jechałem aż zajechałem do Borcza. Tam wjechałem na stację i poszedłem do baru "Oberża Cztery Pory Roku" Tam zamówiłem zupkę pomidorową i małą colę. 11.50 PLN. Nażarłem się do syta. Patrzę i przyjechała POLICJA! Obserwują mego Rometa, ale to dziwnie dość wyglądało. Wchodzą do baru i myślę, że jest coś nie teges... Ale zamówili sobie obiadek. Uff... Zjadłem i pojechałem na Żukowo. Policja jechała za mną. Wyszli za mną i jechali za mną. Jechałem koło 45-50 km/h i mnie wyprzedzili. W Żukowie wjechałem do babci. Porozmawiałem, napiłem się i pojechałem. Dojechałem do Leźna cały i zdrowy. Romet spisał się na medal mimo, iż dziwnie odpalał po krótkim postoju i podczas ruszania na 1. dziwnie chodził tak, jakby chciał zgasnąć. Ojciec mi mówi, że jechać mogę, ale jak coś nawali to prowadź go to 40 km.

Zrobiłem 94 km., a miało być 73.

21 km więcej.
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us
Uploaded with
ImageShack.us