)
rozprawa miała być na 13.30, ze względu na wcześniejszą sprawe, chyba o jakieś pobicie, przedłużyło się o godzine... no ale nic, 14.30 wchodzimy na sale, ale brakuje pani kurator ( jak wcześniej pisałem, kurator wziął 150zł, niewiem za co) ta babka która wszystko notowała poleciała po kuratora no i potem pani sędzia pyta, czy kurator chciałby coś powiedzieć odnośnie tej sprawy. na to pani kurator: '' a o co chodzi wogóle?" na to pani sędzia, że sprzedaż motoroweru, a kurator: ok to zostawiam sprawe pani sędzi. i poszła w pi***. więc ja pytam, za co wzięła 150zł? dobra nieważne. wzięła mame do przesłuchania (formułka zeby nie skłądać fałszywych zeznań itp) popytała pogadała (w połowie rozprawy ogarnęła że zapomniała zarzucić na szyje łańcucha z orłem..) kazałą wyjść i poczekać na wyrok. wracamy na sale, ona czyta wyrok, i tak razem z tą pomocniczką popierdoliła imiona, że wyszło na to, że mój ojciec i mama proszą o zgode na sprzedaż motoru przez mojego ojca.... ale poprawiła, dziękuje dowidzenia, za 14 dni zadzwonić i przyjechać po zgode.
generalnie głupia formalność a w ch** zamętu..









