panowie, pomóżcie, ja już rozkładam ręce. Mianowicie odpalę sobie moto (na zimnym, przykładowo po nocy) i jadę, wiadomo od razu nie cuduje manetką, tylko spokojnie sobie jadę 35-40. Przejadę jakieś 10km i moto gaśnie, tak jakby odciął zapłon. Po zgaśnięciu iskry nie ma, czekam jakieś 4-5 minut, odpalam i mogę jechać dalej, za jakieś 10km znowu to samo i tak w kółko.
Dodam, że zaczęło to się dziać gdy rozregulowały mi się zawory (nie regulowałem po zakupie silnika). Potem moto zaprowadziłem do mechanika, wyregulował mi porządnie zawory i dalej to samo. Pomyślałem, że to może być wina świecy, kupiłem NGK C7HSA, włożyłem i dalej jest to samo...
Podsumowując - zawory, gaźnik, rozrząd wyregulowane, świeca ok.
Mechanik powiedział, że to mogą to być cewki lub impulsator, ale teraz tez pomyślałem, ze to może być wina fajki, ale wolę się zapytać Was. Walczę z moto już od dobrych 2 tygodni, ani teraz gdzieś dalej pojechać, ani nic, bo gaśnie...
Proszę o jak najszybszą pomoc.
Pozdrawiam, KucaQ











