• Administrator
  •  

    Pomóż nam utrzymać forum i wyłącz blokowanie reklam <moto>
     

JC50Q-8 "Knight" - o replikach i renowacjach z mojego punktu widzenia

Zaprezentuj swoją maszynę
Awatar użytkownika
Jorginsson
Posty: 2
Rejestracja: sob 24 paź, 2020
Lokalizacja: Szczecin
Pojazd: JC50Q-8 "Knight"
Kontaktowanie:

JC50Q-8 "Knight" - o replikach i renowacjach z mojego punktu widzenia

Postautor: Jorginsson » ndz 13 lut, 2022

Essa!
To będzie długi post i sporo czytania. O samym Knight-cie i moim pomyśle na niego nieco później, chciałbym się najpierw podzielić z Wami pewnymi przemyśleniami, obserwacjami oraz swoimi perypetiami.

Motorowery, mopedy, te właśnie najmniejsze motocykle - to moja pasja. Od oldtimerów, przez nasze rachityczne Romety i dla nich współczesne konstrukcje, włoskie genialne wyścigówki, po wszystkie kultowe konstrukcje japońskie czy austriackie - cztero czy dwusuwowe.
Jestem w trakcie [od]budowy (praktycznie ze zdjęć) prototypu Rometa 2362, czyli 50-TS-1. Zacząłem też budować motocykl własnego projektu, inspirowany właśnie włoskimi "wyścigówkami" klasy 50cc z lat 70-tych, do którego udało mi się zdobyć włoski silniczek Malanca 4M Competizione/ Testarossa (to taki niedaleki, ale mniej u nas znany kuzyn, czy może brat Minarelli P4).
To wszystko jednak - jak się pewnie domyślacie - to przedsięwzięcia "długodystansowe", wymagają od cholery czasu, pieniędzy, ale i pokłady cierpliwości. Dla przykładu: wydechu do prototypu w "jadalnym" stanie szukałem ponad dwa lata. Z bezsilności zacząłem nawet, z pomocą kolegów "z branży", projektowanie niektórych nieosiągalnych elementów - powstało nawet kilka replik na wzór oryginałów, powstała makieta dolnego wspornika wspomnianego wydechu - która jak na projektowanie "zdalne" (polegałem na wymiarach podawanych przez kilku posiadaczy tego elementu) wyszła całkiem nieźle względem oryginału...
Zasłonę milczenia należałoby też spuścić na dzisiejszą sytuację na rynku używanych części do Rometów, która mocno przeplata się z przytłaczającym wręcz zalewem pseudo-renowacji, nieudolnych restauracji, nie mających często-gęsto nic wspólnego z zabytkowością czy oryginałem, nie wspominając już o tym, że (przynajmniej tych pospolitych modeli) zaczyna chyba wręcz przybywać - na tak masową skale są one "odnawiane". Nie idzie to jednak ni w ząb w parze z cenami, które są na absurdalnym, spekulacyjnym poziomie...
Nie zrozumcie mnie źle - wychodzę z założenia, że "Twój sprzęt - Twoja sprawa" i tylko od właściciela zależy co z nim zrobi. Tyczy się to tak samo "zabytkowych" Rometów czy innych "Wuesek" co każdego na dobrą sprawę pojazdu. Uważam po prostu, że trochę za dużo tu sentymentów, a za mało "polotu" - panuje przekonanie, że każdy pierdzik z PRL-u to zabytek i za wszelką cenę trzeba go odbudować na oryginał. Na chińskich częściach i często z bardzo luźnym podejściem co do specyfikacji danego modelu/ rocznika, wymalowane proszkiem i już.
A wystarczy spojrzeć co Niemcy wyprawiają ze swoimi Simsonami (i nie tylko z rodziny S51, ale też dużo starszymi modelami SR), Austriacy czy Amerykanie z Puchami, Czesi z Jawami itd. Pewnie, że trafiają się różne "koszmarki" czy jakbyśmy to określili WT, ale dużo więcej jest zaawansowanych i dopracowanych projektów. Ale my ciągle uparcie wydajemy pieniądze na te same nudne do bólu Ogary, Komary i T1-ki z późnych lat produkcji, pozbawione już jakiejkolwiek finezji, bo zubożone i zunifikowane, których są jeszcze setki tysięcy (spokojnie) i śmiem nawet twierdzić, że ta liczba nie maleje tylko rośnie ;)
Kiedyś zdarzyło mi się pociąć (skrócić) blachy - tzw. "mordkę" - chorągiewki od wczesnej T-jedynki... Robiłem to do pewnego projektu, a same części były już mocno "zmęczone", ale i tak wywołało to lawinę oraz całą dyskusję na temat tego czy wolno takie barbarzyństwo uprawiać czy nie... I w zasadzie dobrze się stało.
Przydługa się z tego zrobiła dygresja, niemniej wydźwięk niech pozostanie taki, że każdy projekt, każde wyzwanie może być ciekawe - nie ma znaczenia czy to odważne modyfikacje, czy pieczołowita restauracja, czy budowa od zera tego, co istnieje dziś już tylko na kilku czarno-białych fotografiach :)

Czas najwyższy w tym miejscu przejść do tematu Knighta - miał on być z założenia trochę odskocznią od moich dotychczasowych - czasochłonnych i kosztownych przedsięwzięć. Takie daily, bo jednak jeździć też się chce, żeby się też za bardzo nie przejmować, nie brudzić (za często) rąk olejami i innymi smarami...
Budżet jednak z gumy nie jest, nie pomagał także fakt, że w ZS nic ciekawego nie było i nie ma - taka dziwna specyfika regionu. Tu po wszystko trzeba gdzieś jechać: po psy, samochody czy motocykle właśnie... Górna granica stanęła ostatecznie na 3k PLN wraz z kosztami transportu.
Obejrzałem kilka TZR-ek, Junaków, Simsonów, Zumico i innych, ale tak na prawdę odkąd zobaczyłem ogłoszenie tego motoroweru, a było to w sierpniu zeszłego roku - nie wyszedł już mi on głowy. Nie udało się go wówczas nabyć, ale numer z ogłoszenia miałem i z początkiem grudnia zadzwoniłem - kolejne dwa tygodnie później stałem się jego szczęśliwym posiadaczem :>
Na dowód tego szczęścia, choć nie mam w zwyczaju - zrobiłem nam selfie, w trasie podczas postoju:

Obrazek

Na Forum był już kiedyś temat o tym pojeździe, dlatego nie będę go specjalnie przedstawiał; w skrócie - jest to chińska kopia Hondy Magny Fifty (50) - o tym co różni te dwa motorowery opowiem za chwilę - chcę najpierw wyjaśnić jeden niuans: "Knight" nie ma nic wspólnego z Kinroad-em/ Xintian-em XT50q - czyli popularnym King Łoś Chopperem (jest o takim aktualny wątek nawet). Co ciekawe - XT50q "bazował" na innym mopedzie Hondy - Jazz 50 (AC09) z którą z kolei Magna (AC13) dzieli niektóre podzespoły. Takie to japońsko-chińskie konotacje.
Back to the studio - wszystkie moje pojazdy dostają jakieś "ksywki" - Knight został ochrzczony "Knot" i można powiedzieć, że powrócił on do domu. Przywieźliśmy go z moim dobrym koleżką, który także garażuje "u mnie" swój motór, z Zielonej Góry. Tak się złożyło, że i tak musiał zawieźć swojego świeżo nabytego Malaguti na przegląd gwarancyjny pod Gorzów, więc kosztami podróży się podzieliliśmy. Jest kilka zdjęć z tej wyprawy, a to moje ulubione:

Obrazek

Swoją drogą świetnie oddaje kontrast między tymi dwoma motocyklami - ja tam jestem niski i Knot jest dla mnie jak szyty na miarę, ale już widoczny na zdjęciu Broda, człowiek słusznej budowy, wygląda na nim nieco zabawnie ;P
Wraz z motorowerem otrzymałem oryginalną instrukcję obsługi po polsku:

Obrazek

a z niej z kolei dowiedziałem się, że został on jako nowy sprzedany w Szczecinie, skąd pochodzę i gdzie mieszkam - ot perypetie.
Zapłaciłem za niego w sumie "rynkową" cenę - 2k PLN i mniej więcej tyle kosztują inne egzemplarze jakie znalazłem w Polsce na sprzedaż. Ciekawostką jest za to, że jeśli bardzo chcecie, to możecie sobie kupić niemal nowego Knight-a w Holandii:
https://fourstrokebarn.com/en/product/j ... 7d173b068d
Za jedyne 1250 Euro. Wrócę jeszcze do tej strony za moment.
Wspominałem, że ten mopedzik miał być dla mnie pojazdem "na co dzień", nie jakimś wielkim projektem - ot zrobić przez zimę serwis i od wiosny w drogę. Cóż, dziś wiemy na pewno, że nie można mi wierzyć kiedy mówię, że nie będę przerabiał jakiegoś motoroweru "po swojemu". Zdecydowałem bowiem, że podejmę wyzwanie i na jego bazie stworzę wierną replikę Magny, śmiało można powiedzieć że pierwszą i jedyną w Polsce. I to w sumie też dlatego, że po bliższych oględzinach stało się jasne, że pojazd będzie wymagał więcej troski, niż zakładałem - jakby nie patrzeć jest to używany chiński motorower po ośmiu latach eksploatacji - licznik pokazuje 60 tysięcy kilometrów "nalotu" - w tych okolicznościach to sporo, odzwierciedla to jego obecna kondycja. Tak czy siak trzeba go rozebrać i przejrzeć, bo "druciarstwo" kryje się wszędzie, nie obędzie się też bez malowania, polerki i odnowienia niektórych chromów, nie mówiąc już o porządnym serwisie.
W tej sytuacji decyzja o pójściu "krok dalej" i przebudowa na pierwowzór Hondy nie wydawała się wcale straszna - przecież "niewiele" się te konstrukcje różnią, a stanę się dzięki temu posiadaczem czegoś naprawdę wyjątkowego - Magna Fifty nigdy nie była oficjalnie eksportowana do Europy. I tu tkwi właśnie problem...
Sylwetkę "chińskiego brata" każdy zna - Jincheng miał oficjalną polską dystrybucję i trochę tych motorowerów "u nas" jeździło. Japoński oryginał przedstawię za to tak, jak zrobiła to Honda - natrafiłem bowiem podczas "riserczu" na kilka broszur i prospektów, oto jeden z nich:

Obrazek

Teraz możemy już poszukać różnic. Najbardziej oczywistą jest siodło/ kapa: Knight pochodzi z zatłoczonych Chin i nie mogło być mowy o "solówce" (co akurat pod względem "potężnych" 4 koni mechanicznych które te silniczki generują ma więcej sensu) - mamy więc motorower już dwuosobowy, kanapa jest jakby odrobinę bardziej puszysta i oczywiście przedłużona. Dochodzi do tego uchwyt dla pasażera, ale konsekwencji tego zabiegu jest więcej - wymusiło to także przesunięcie odrobinę do tyłu punktu podwieszenia tylnego amortyzatora i jest to kolejna, choć już bardziej subtelna różnica. Trzecią i zarazem ostatnią zmianą względem oryginału, która wpływa na ogólną prezencję jest tylne koło - Knot otrzymał 14-sto calową obręcz z oponą 4.00", zaś w Magnie jest to odpowiednio 12 oraz 4.50". Prócz tego na górnej półce w Japonii mamy 3 kontrolki: luzu, rozłożonej podpórki bocznej (oczywiście występuje tu blokada zapłonu) oraz kierunkowskazów, zaś w Knight-cie znajdziemy jeszcze kontrolkę długich świateł. W Magnie takiej nie ma, jest za to kontrolka włączonych świateł wbudowana w prędkościomierz. I w zasadzie to by było na tyle.
Czyli nic prostszego - ot znaleźć tylko kanapę i koło. I to właśnie okazało się dość sporym wyzwaniem i to z kilku powodów.
Po pierwsze - na dzień dobry nie znalazłem nic prócz kilku archiwalnych ofert z jakiś japońskich stron. Kilkaset stron później znalazłem (istotny jak się później okazało) pokrowiec siodła - zamiennik. Tchnął on trochę optymizmu w dotychczasowo bezowocne poszukiwania, tym bardziej że wziąłem go początkowo za całą kanapę. Tą znalazłem na holenderskiej stronie z częściami do japońskich motorowerów, link wyżej, którą polecam wszystkim z podobnymi problemami. Ceny - cóż, "europejskie", ale co za tym idzie - również koszt wysyłki - tu akurat w porównaniu z Japonią całkiem niski, no i brak problemów z cłem i podatkami. Holendrzy to w ogóle lubią bardzo klasyczne motorowery i to właśnie "tam" sporo się dowiedziałem o włoskich wyścigówkach - piszą i rozmawiają po angielsku bez problemu, jest to dla nich naturalne, czego już o Włochach powiedzieć nie można (w zasadzie nawet po włosku im się jakoś nie specjalnie spieszy do rozmowy...).
Koło jednak dalej pozostawało problematyczne. Po jakimś czasie znalazłem używane, dedykowane do Magny, ale stan mocno taki sobie, do tego kosztowało ponad 50 dolarów i wysyłka z Japonii... Zacząłem się więc wczytywać w katalogi części zamiennych (wszystko jest dostępne bez problemu w Internecie po angielsku) w nadziei, że rozwiązanie przyjdzie samo i tak się trochę stało - wyczytałem, że właśnie między innymi tylne koło było identyczne we wspomnianym modelu Jazz 50 i pod takim tytułem wznowiłem poszukiwania - tym razem owocne, bo całkiem "jadalne" (choć w nomenklaturze sklepu określone już jako "junk" - śmieć - ehh, ci Japończycy :D ) - za 10 USD. Plus wysyłka za "jedynie" 188 USD... Jak się później okazało - jeszcze doszedł podatek: 190 PLN... Kyrie elejson...
No, ale stało się - dwa tygodnie temu dotarła ostatnia paczka - wspomniany pokrowiec (siodło z Holandii miało rozdarty) i można było przystąpić do montażu zerowego:

Obrazek

Nie wszystko Japończycy zrobili lepiej - tu akurat chińska myśl techniczna przyszła z pomocą, bo nie wyobrażam sobie przykręcenia tej kanapy inaczej, a już pokazuję, o co chodzi, najpierw jednak porównanie (z lewej Knight, z prawej Magna):

Obrazek

Obrazek

Pokazane są ogólne różnice, ale w Jinchengu dospawano nakrętki do mocowania siodła, dzięki czemu nie męczymy się już z nimi osobno (w Hondzie trzeba chyba mieć gołą ramę, aby je dokręcić...):

Obrazek

Potrzebna była jednak kooperacja japońsko-chińska, bowiem dystanse gumowe z Magny (wraz z metalowymi tulejami) okazały się zbyt niskie, by kanapa wpasowała się w otwory montażowe, trzeba to było zdublować:

Obrazek

Ok, dłużej już w niepewności nie będę trzymał, jest jeszcze parę drobiazgów, o których należałoby wspomnieć, jak choćby konieczność zaspawania otworów w błotniku tylnym po dodatkowych (oraz dodatkowo dodatkowych...) mocowaniach dla podwójnej kanapy, otwarta pozostaje też kwestia punktów podwieszenia tylnych amortyzatorów - przesuwać, czy nie...
Ale to możecie sami ocenić, bowiem po tej szybkiej (acz nie taniej transformacji - kosztowało to wszystko po podliczeniu kolejne 1,5k PLN) - moja replika Hondy Magny 50 prezentuje się tak:

Obrazek

To wszystko na dziś, pozdro600 dla wytrwałych ;)


Darekdz
Posty: 4
Rejestracja: śr 06 wrz, 2023
Pojazd: Jincheng Knight JC50

Re: JC50Q-8 "Knight" - o replikach i renowacjach z mojego punktu widzenia

Postautor: Darekdz » śr 06 wrz, 2023

Przepiękny motocykl :) Pokażesz mi może jak masz założoną tylną zębatkę?


Wróć do „Nasze motocykle”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 9 gości


Created by Matti from StylesFactory.pl modified by Moto-4t
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
phpBB Xmas © PhpBB3 BBCodes
modified by Prelude
©2010-2021 Moto-4t.pl